Friday, November 21, 2008     •  Zaloguj
   
   
 
   
   
   
 
 
     
 
     Zmniejsz
 
 
     
     
 
   Picasa galery Zmniejsz
 
       
     
     
 
   Cytaty... Zmniejsz

Jest ku%&*wa chłopie moc

Seba

 
 
     
     
 
     Zmniejsz
 
 
     
     
 
   Lysebotn... zapomniane miejsce Zmniejsz

Lysefjord Skały fiordu Lysefjord są znane skoczkom BASE z całego świata. To miejsce wcześniej, czy później jest odwiedzane przez każdego z nich. Pierwsze skoki zostały wykonane tutaj w 1994 roku. Od tamtej pory zmieniło się bardzo dużo. Powstał klub i teraz wszystko jest tam w jak najlepszym porządku (łódź, samochody etc.). Aktualnie praktycznie jedyne miejsce oferujące kurs BASE w Europie na wysokim poziomie.

Norwegia nie była moim miejscem docelowym do wykonania pierwszych skoków. Po zamówieniu sprzętu w styczniu, sprowadzeniu w kwietniu do kraju umówiłem się na kurs z Robertem Pecnikiem. Kurs miał odbyć się w Chorwacjii z mostu Limska Draga o wysokości 120 m. Niestety z powodu ciągłego przekładania terminu (brak czasu, Robert rozkręca mocno firme Pheonix Fly) zdecydowałem się pojechać na północ Naszego kontynentu.

2 czerwca wsiadłem w samochód i rozpocząłem podróż, która zmieniła moje życie. Z Poznania do Świnoujścia, promem do Szwecji, a później wybrzeżem do Oslo i prosto do Lysebotn. Razem 1400 km. W przecudownym miasteczku na codzień żyje jedynie 19 osób, które w większości pracują dla miejscowej eletrkownii wodnej.

Po przyjeździe na miejscu zastałem jedynie instruktor i jej chłopaka oraz dużą ilość śniegu. Sezon dopiero rozkwitał. Lysebotn

Kurs jak zawsze rozpoczyna się od teorii skoków, zapoznania się z terenem, wypadkami, radzeniem sobie z awariami itp.
Później wędruje się na "wahadło". Jest to system lin rozwieszony pomiędzy drzewami, dzięki któremu jesteś w stanie przećwiczyć w krótki czasie odejście od obiektu. Ubrany w atrapę pokrowca i przyczepiony do lin skaczesz z wysokości ok. 15 m. do momentu kiedy Ty i instruktor jesteście zadowolenii z ćwiczeń.

Śniegu było dużo...Po takim wysiłku czas na przejazd samochodem w górę i wspinaczkę do miejsca skoku. Po opuszczeniu pojazdu czekało mnie 2 godziny chodzenia po górach. Samą drogę można podzielić na trzy etapy, gdyż musimy pokonać trzy wzniesienia.
To jakie myśli towarzyszą pierwszej wędrówce oraz następnym to moja słodka tajemnica. Zapewne każdy z Nas myślałbym wtedy o czymś innym, ale napewno wspominałby to co zostawił w sowim ojczystym kraju.

Wraz z instruktor na mój pierwszy skok poszedł Darcy, przemiły Australijczyk mieszkający od 8 lat na stałe w Norwegii. Skoczył jako pierwszy, aby pokazać mi jak buduje rundę i jak wieje wiatr. Wskazówki przekazał Nam przez radio.

 

 

3, 2, 1, nara... Po jego skoku rozpoczeliśmy ubieranie się i ostatnie sprawdzenie sprzętu. Gdy byłem gotów do skoku Elin staneła za mną i czekała na komendę mówiąca, że w ciągu 10 sek. rozpoczne odliczanie (mogła dać znać do ludzi na ziemi, że będe skakał).
Nigdy nie zapomnę momenu kiedy uniosłem ręce do góry i rozpocząłem odliczanie - 3, 2, 1 nara...
Kiedy oderwałem się od ziemi wszystko zaczęło toczyć się w zwolnionym tempie. Zawisłem na chwili w powietrzu i zacząłem rozpędzać się ku ziemi. Po 4-5 sek. przeszedłem do pozycji pozwalającej oddalić mi się od skały. Po 8-9 sek. spadałem już z prędkością terminalną (taką jak przy skoku z samolotu w pozycji płaskiej - brzuchem do ziemi) 180 km/h. Widoków i emocji towarzyszące skoku nie da się w żaden sposób opisać. To trzeba przeżyć.
Po 15 sek. opóźnienia w bezpiecznej odległości od skały otworzyłem spadochron.

Lądowanie jest na początku dość kłopotliwe. Do dyspozycji masz poletko wielkości 20x30 m. do okoła, którego porozrzucane są głazy wielkości samochodów. Dodatkowo masz jeszcze dwa alternatywne miejsca do lądowania oraz plażę pokrytą kamieniami.
Na kursie zawsze powtarzane jest, iż można lądować w wodzie, jeśli nie jesteś pewien lądowania na lądzie. W łódce przy brzegu zawsze jest osoba, która szybko i sprawnie wyciągnie Cię z wody. Napewno wysuszysz się szybciej niż wyleczysz złamaną nogę.

Lądowanie Kolejnym elememntem, który zapadnie w mojej głowie to Darcy, który po lądowaniu podał mi zimne piwo prosto z fiordu. Wracając łódką opijaliśmy mój pierwszy skok. To było coś cudownego. Piwno nigdy lepiej mi nie smakowało.

Kurs trwa do momentu, aż instruktor i kursant stwierdzą, iż może on już samodzielnie wykonywać skoki. Po trzech kolejnych skokach byłem już wolny.

Na miejscu pozostałem tam jeszcze 12 dni. W ciągu tego czasu nauczyłem się układać spadochron w odpowiednich konfiguracjach do rodzaju skoku, poznałem wielu wspaniałych ludzi z całego świata i zrobiłem jedne z najlepszych skoków. Wiele czasu spędziłem z Benem, który 3 miesiące później odwiedził mnie w Warszawie gdzie wspólnie skakaliśmy z anteny i otworzyliśmy Rondo Babka (95 m.) - House of Darcy.