| |
|
|
| |
|
|
Picasa galery
|
 |
|
|
|
| |
|
|
|
| |
|
|
| |
|
|
Ostatnie info...
|
 |
Aktualne artykuły
|
Kategorie
|
Szukaj
|
RSS
| Monday, September 04, 2006 |
|
Moskwa-Warszawa
|
|
No już w domciu. Jednak przypuszczenia co do lotniska w Moskwie potwierdziły się. Masakryczne przeżycie mam nadzieję następnym razem nie do powtórzenia. Nocleg zaproponowany w hotelowym lotnisku to jedyne 170$ więc podziękowaliśmy. Cieżko pozbierać się po powrocie, szczególnie w pracy ;) Ale zaraz zafiksuje się do następnego wyjazdu... plany się już klarują.
|
|
|
Komentarze (1)
|
|
| Sunday, September 03, 2006 |
|
Bangkok-Moskwa
|
|
Piszę z samolotu gdyż trzeba zabić jakoś zbliżające się 10 godzin lotu. Kolejny raz firma Aeroflot serwuje „wspaniałe” posiłki. Po porannych wojażach gdzie dodatkowo zakupiśmy torbę na prezenty udaliśmy się w ekspresowym tempie na lotnisko. W sam raz by wbić się na samolot. Przeraż Nas jednak oczekiwanie przez całą noc na samolot z Moskwy do Warszawy następnego dnia.
|
|
|
Komentarze (0)
|
|
| Saturday, September 02, 2006 |
|
Krabi-Bangkok
|
|
Z Tonsai Beach przemieściliśmy się znowu łódką długorufową do Ao Nang i złapaliśmy taxi na lotnisko w Krabi. Tam spędziliśmy 5 godzin oczekując na lot do Bangkoku. Teraz jesteśmy w hotelu San Palace pomiędzy lotniskiem, a targowiskiem Chatuchak. Specjalnie wybraliśmy takie miejsce, aby jutro rano jeszcze przed odlotem zrobić ostatnie zakupy, szczególnie prezenty dla rodziny. Jak już pisałem wcześniej na tym targowisku jest ponad 6000 straganów gdzie można znaleźć praktycznie wszystko.a
|
|
|
Komentarze (0)
|
|
| Friday, September 01, 2006 |
|
Tonsai Beach i skok !!!
|
|
Po trzech dniach oczekiwania piątek zdawał się ostatnim dniem, w którym mogłem wykonać skok. Niestety znowu o 7 rano obudził mnie znajomy odłgos deszczu. Na szczęście o 10 świeciło już słoneczko. Dodatkowych atrakcji dostarczyły nam wygłodniałe małpy buszujące po dachu i okolicznych śmietnikach.

Szybko odwiedziłem lokalnego wspinacza i udaliśmy się na górę. Oprócz mnie zabrało się z Nami trójka przyjezdnych skoczków z Kula Lumpur – Chris, Szwjcaria; Gwen, Francja; Livia, Australia. Przed samym wejściem na górę przewodnik ostrzegł Nas iż będzie bardzo ciężko, bo po 3 dniach deszczu wszystko będzie mokre.

Wspin, który normalnie zajmuje 1,5 godziny zajął Nam, aż cztery. Nigdy nie miałem takiego stracha przy wspinaniu się. Było naprawdę ciężko. W środku dżungli, która tworzy się po drugiej strony klifu musieliśmy wspinać się po pionowych skałach. Dobrze, że wynajeliśmy przewodnika z linami i uprzężami. Nie wyobrażam sobie robić tego bez asekuracji tym bardziej po takich ulewach. Przy wspinaniu jedną ze ściań towarzyszył nam cały czas wodospad, który skutcznie nas zmoczył. Teraz nie dziwię się temu, że 2 lata temu jeden ze skoczków nie dotarł do exit-pointu :(
No cóż... samego skoku i wspinania nie da się łatwo opisać. Obie czynności dostarczyły niesamowitych wrażeń. Widok z samej góry na zatokę Tonsai zapierał dech w piersi. Do tego dochodziła jeszcze satysfakcja z „wdrapania” się na wierzchołek. A przede mną był jeszcze skok, który po dotarciu na górę wydawał się czymś banalnym. Jednak jak w przypadku każdego skoku nie można do niego tak podchodzić. Po chwili rozkoszowania się widokami, wróciłem na ziemię i rozpoczęły się przygotowania. Sam skok przebiegł bez większych problemów poza mały off-heading jakieś 60 stopni w lewo. Szybko skorygowałem lot i udałem się na plażę ;-) To było jedno z lepszych miejsc do skoku jakie można sobie wymarzyć. Gdyby nie to wspinanie zapewne wiele ludzi poprostu by tam zostawało na dłużej. Ale... to miejsce może właśnie dlatego ma swój urok? Jest ciężko dostępne, ale za to dostarcza niesamowitych wrażeń.



|
|
|
Komentarze (0)
|
|
| Wednesday, August 30, 2006 |
|
Ao Nang, Tonsai Beach
|
|
Z porannej wyprawy na skok nici. Po pobudce o 7 rano usłyszałem typowy odłgos padającego deszczu. W południe wybraliśmy się łódką do Ao Nang zwiedzić mieścinkę i zrobić trochę zakupów. Jest już grubo po połduniu, a tutaj dalej leje. Pora deszczowa daje się we znaki.


|
|
|
Komentarze (1)
|
|
| Tuesday, August 29, 2006 |
|
Tonsai Beach - Malezja
|
|
Po imprezie zamykającej skoki prosto z lotniska Kuala Lumpur przemieściliśmy się do Phuket w Tajlandii. Kolejny lot tanimi liniami lotniczmymi odbył się bez problemów. Z tej turystycznej miejscowości udaliśmy się lokalnym autobusem do Krabi (4 godziny jazdy) gdzie złapaliśmy taxi do Ao Nang. Łódka długorufowa zabrała Nas na Tonsai Beach. To jedyna „droga” jaką można dotrzeć na tą wyludnioną plażę. Większość ludzi przyjeżdża w te rejony wpisnać się, bo jest tu ponad 600 tras o zróżnicowanych trudnościach. Bardziej znane są tutaj Railey Beach, ale Tonsai też ma coś do zaoferowania. Nad samą plażą góruje przewieszony klif o wyokości ok. 150 m. Pierwszą noc spędziliśmy w prawidzimy bungalow z bambusa i liści. Dzisiajszy dzięń to regenerowanie sił, zwiedzanie pobliskiej plaży Railey i kąpiele.






|
|
|
Komentarze (0)
|
|
| Sunday, August 27, 2006 |
|
Kuala Lumpur - skoki
|
|
Po trzech dniach skakania mam na koncie o 19 skoków więcej. 100-tka zdobyta. Skoki odbywały się od 8 rano do 5 po południu z 1,5 godzinną przerwą na lunch. Pierwszego dnia skończyły się o 3 z powodu deszczu. Drugi dzień natomiast to bardzo dobra pogoda i niesamowite skoki ;-) Trzeci dzień to już odprężające powolne skakanie. Składanie sprzętu jest naprawdę męczące. A zdjęcia... niech mówią same za siebie.









|
|
|
Komentarze (0)
|
|
| Thursday, August 24, 2006 |
|
Kuala Lumpur
|
|
Wczorajszy dzień tj. 23 sierpnia spędziliśmy w podrózy. Po wylądowaniu w Kuala Lumpur dotarliśmy autobusem do stacji centralnej gdzie zbiegają się metro oraz pociągi i udaliśmy się prosto do hotelu. Concorde Hotel znajduje się w pomiędzy Petronas Twin Towers oraz KL Tower. Do każdego z obiektów pieszo dzieliło Nas 10 min. drogi. Miła obsługa, dobre łóżko i basen... tego trzeba było po Bangkoku by odbudować siły przed skokami ;-) Dzisiaj tj. w czwartek odbyło się briefing przed skokami, omówienie miejsc lądowania, ostatnich wypadków oraz rejstracja uczestkników. Do KL przybyło 88 skoczków z całego świata. Miło było zobaczyć ponownie twarze za, którymi zdążyło się już stęsknić. Zapowiadają się niezłe imprezy i jeszcze lepsze skoki. Oba wieczory spędziliśmy obchodząć Twin Towers oraz KL Tower oraz odwiedzając inne pobliskie wysokie budynki. To miasto mieszczące się w środku dżungli robi niesamowite wrażenie. Zupełnie inne niż Bangkok. W dżungli z drzew postawiono dżungle wieżowców. Raj dla skoczków BASE.



|
|
|
Komentarze (0)
|
|
| Wednesday, August 23, 2006 |
|
Nocne życie
|
|
Funkcjonuje i to w zupełnie inny sposób niż u Nas. Tego jednak można było się spodziewać. Duchota w ciągu dnia wystarczająco odstrasza ludzi i powoduje, iż normalnie funkcjonować można od godzin wieczornych. Trochę jak z opowiadań Kapuścińskiego podczas podróży po Afryce. Ludzie adoptują w nocy każdy kawałek wolnego miejsca. Wszystko co jest dostępne jest wykorzystywane, choćby stara stacja benzynowa gdzie znazł miejsce barek z drinkami.

Postanowiliśmy odwiedzić nocny targ, któro rozpoczyna swoją działalność po godzinie 19, a kończy dobrze po pierwszej. Można tam przede wszystkim dobrze pożywić się według menu tajskiego. Znależliśmy tam świerszcze, skorpiony, karaluchy, żaby, węże i inne bliżej nie określone stworzenia. Dwie ulicy przepełnione są ludźmi oraz zapachami świeżo gotowanych potraw – ostrych, słodkich lub innych. Trzeba wykazać się nielada odwagą by spróbować naprawdę wyszukanych specjałów.

|
|
|
Komentarze (0)
|
|
| Tuesday, August 22, 2006 |
|
Bangkok
|
|
Prosto z hostelu udaliśmy się odwiedzić tutejsze ZOO z nadzieją spotkania czegoś nowego. W końcu Nasze Wrocławskie ZOO jest „wyposażone” odpowiednio do renomy, którą posiada.Większość okazów można pominać jednak zbiór krokodyli i wężów jest imponujący. Dochodzą do tego jeszcze złówie oraz inne gady, których tutaj pod dostatkiem. Wiele jest też ptaków o kolorowym upierzeniu i przedziwnych dziobach. Nie zabrakło kotów wszelkiej maści – gepartów, lampartów, lwów czy tygrysów. Jednym słowem warto odwiedzić to miejsce.


Zaraz potem udaliśmy się się na drugi brzeg rzeki. Nie pisałem jeszcze, ale w Bangkok podzielony jest na dwie części przez Chao Phraya. Dzięki niej łatwo jest się przemieszczać szybkimi, podłużnymi łodziami ekspresowymi. Nie jest to drogi środek transportu, a przy panuącej duchocie miło jest poczuć wiatr.


Po oberzeniu muzeum łodzi znowu udaliśmy się na wschodni brzeg, aby zasiąść w jednej z obskurnych knajp i spróbować czegoś nowego. Kuchnia tajska jest bardzo dobra, ale trzeba trafić na odpowiednie danie ;-)

Jutro rano wylot do Kuala Lumpur. Ostatnie dni pozwoliły mi na chwilę zapomnieć, co poczęści skierowało moje życie w strony Azji. Do końca nie mogę jeszcze uwierzyć, że za dwa dni będe znów mógł rzucić się z budynku. Przed nami jeszcze dwu dniowe zwiedzanie stolicy Malezji, a potem 3 dni skakania. Oby pogoda dopisała.
|
|
|
Komentarze (0)
|
|
|
|
|
| |
|
|
|