 Długa przerwa... na szczęście nie wskakaniu, a jedynie w aktualizacji strony. Bardzo dużo działo się ostatnio i dlatego tak to wygląda. Ostatnie info o wyjeździe ze znajomymi do Włoch jest dosyć stare (z kwietnia). Po powrocie w domu czekał już na mnie wingsuite i rozpocząłem trening. Trzykrotnie odwiedziłem lotnisko i wykonałem około 30 skoków z samolotu. Czułem, że jestem gotów, aby pojechać w góry. Na celowniku miałem już odpowienie miejsce, w którym byłem juz trzykrotnie. Jednak zanim się tam wybrałem na miejscu czekała na mnie jeszcze jedna niespodzianka.
Producent reklamy Lion zgłosił się do mnie w sprawie kupna materiałów video. Byłem bardzo miło zaskoczony. Moje filmy ktoś z ich firmy oglądał na festiwalu filmów ekstremalnych organizowany co roku przez Marcina Szamborskiego. Po obejrzeniu kasetek wybrano 15 sekund - przede wszystkim z mojego pierwszego wyjazdu do Norwegii. Jeszcze bardziej byłem zaskoczony kiedy zadzwoniono do mnie i poproszono o zagranie w tej reklamie i dokrecenie paru ujeć. Efekty całego przedsięwzięcia możecie oglądać już w telewizji i ewentualnie ściągnać materiał tutaj.
Po skręceniu reklamy w długi weekend majowy rozpocząłem kolejną wyprawę. Celem było oczywiście Monte Brento niedaleko Arco. Idealna góra do pierwszych skoków wingsuite BASE. Zanim jednak tam zajechałem udałem sie do bardzo znanego miejsca w Szwajcarii. W Lauterbrunnen byli już moji znajomi z Niemiec. Pojechałem zobaczyć się z nimi i zasięgnąć jeszcze trochę języka na temat skoków w wingsuite. Skały, które tam można spotkać nie są najlepszym miejsce na pierwsze skoki w wingsuite dlatego spędziłem tam jedynie dwa dni, ale wykonałem wraz z kolegami 6 dobrych skoków. Na miejscu otworzono nowy exit point do którego prowadzi ledwo co otworzona kolejka linowa ;-)
Po pobycie w bankowym kraju rozpocząłem długą podróż przez góry w kierunku Włoch. Celem jak pisałem wcześniej skok w winsguite. Na miejscu pogoda nie napawała optymizmem. Niestety bardzo pochmurnie i deszczowo. Na szczęście nie wiało i nie kurzyło się ;-) Udało mi się tam wykonać 6 skoków w moim V2. Coś niesamowitego. To otwiera nowe wyzwania i miejsca, które wcześniej niekoniecznie budziły zainteresowanie ;) W trzecim skoku doleciałem już do miejsca gdzie normalnie po skoku ląduje się na po paro-minutowym locie na spadochronie. Rasumując: - 1200 metrów - różnica wysokości pomiędzy exit point'em, a lądowaniem - 1800 metrów - odległość pomiędzy exit point'em, a lądowaniem - 150-200 metrów wysokość otwarcia - opóźnienie ~ 50 sek. - średnia prędkość postępowa ~ 140 km/h. - średnia prędkość opadania ~ 70 km/h
Być może nie wszystkim liczby te dużo mówią, ale wierzcie mi nawet ja jestem w ciężkim szoku po tych skokach.
Jeśli macie ochotę obejrzyć zdjęcia, to trochę mniej skocznych z wyjazdu w kwietniu znjduje się tutaj, a skoki wingsuite we Włoszech i w Szwajcarii z długiego weekendu majowego możecie znaleźć tutaj.
Są też nowe filmy, ale naprawde to nic wielkiego. Sam ich nie robiłem z braku czasu. Pierwszy to, krótkie ujęcia z wypadu do USA, a drugi to malutka rzecz z mojego wyścigu trackowego z kolegą z Nowej Zelandii we Włoszech. Nie zabrakło też ujęcia z kamery zamieszczonej na moim kasku ze skoku w wingsuite opisanego liczbami powyżej.
PS. Sorki za błędy ortograficzne i stylistyczne ;) Naprawdę cierpie na notoryczny brak czasu na cokolwiek. |